Polski przemysł stoczniowy

Polski przemysł stoczniowy image

Polski przemysł stoczniowy rozwija się obecnie dwiema alternatywnymi ścieżkami. Z jednej strony znajdują się podmioty prywatne, które zyskują kolejne zlecenia, a z drugiej nierentowne przedsiębiorstwa państwowe, czekające na zamówienia od rządu.

Co czeka polskie stocznie? Czy mają szansę stać się istotną częścią rodzimej gospodarki?

 

Dualizm polskich stoczni – co dzieje się w polskich zakładach produkujących okręty?

 

Podział na dwa obszary i jakości w branży stoczniowej jest mocno odczuwalny oraz zauważalny gołym okiem. Podmioty prywatne wyróżniają się kreatywnością oraz wypełnianiem nisz na rynku, co pozwala im nie tylko utrzymywać się w trudnej branży, ale również generować całkiem solidne zyski.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w spółkach państwowych, często niedoinwestowanych, które nie przynoszą zysków, a finanse niekiedy nie wystarczają nawet na bieżące potrzeby.

 

Polskie stocznie państwowe – czy mają szansę przetrwać?

 

W okresie PRL polskie stocznie radziły sobie całkiem nieźle, budując solidną pozycję na rynku międzynarodowym. Poszczególne zakłady były na Pomorzu (w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie) jednymi z najważniejszych pracodawców, dlatego też były otaczane szczególną opieką ze strony państwa. Dzięki temu przemysł kwitł, kolejne okręty opuszczały zakłady i trafiały na morza i oceany.

Po burzliwym okresie przeobrażeń ustrojowych sytuacja nieco się zmieniła. Państwowe stocznie w części przetrwały, jednak nie należą już do światowej czołówki. Wciąż są w stanie produkować, jednak daleko im do miana nowoczesnych zakładów o ugruntowanej renomie. Potrzebują pilnego dofinansowania, modernizacji i zamówień, a tych ostatnich wciąż brakuje.

Widać to choćby na przykładzie zleceń, które miałyby spływać do państwowych stoczni ze strony Marynarki Wojennej. Zamówienia na wyprodukowanie nowych okrętów w ramach programów „Orka” (okręty podwodne) oraz „Miecznik” (okręty obrony wybrzeża) wciąż są odkładane w czasie. W zamian coraz więcej mówi się o projektach zakupu okrętów w Australii (niezrealizowany plan z 2019 roku na zakup fregat Adelaide) lub Szwecji.

Czy rodzimy przemysł stoczniowy przetrwa trudny okres bez dużych zamówień również ze strony rządu? Trudno powiedzieć, choć już teraz sytuacja jest naprawdę trudna.

 

Sektor prywatny – pomysł rozwoju na morzach i oceanach

 

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w prywatnych przedsiębiorstwach, które powstały na gigantycznych terenach przejętych częściowo po dawnych stoczniach państwowych.

Nie otrzymują one może wielkich zleceń państwowych, jednak znajdują dla siebie skuteczne przestrzenie do rozwoju. Najczęściej realizują zamówienia na kutry, statki specjalistyczne lub holowniki.

Polskie stocznie prywatne są także liderem w produkcji jachtów, wysoko cenionych za granicami kraju. Pod tym względem ustępujemy tylko Stanom Zjednoczonym, a to naprawdę wielkie osiągnięcie dla polskiego przemysłu stoczniowego.

Z prywatnych zakładów każdego roku wypływa ponad 22 tysiące jachtów. Znacząca ich większość (niemal 95%) trafia na eksport.

Choć zlecenia dla prywatnych zakładów są stosunkowo niewielkie, to polskie stocznie pracują regularnie pełną parą, realizując projekty dla rozmaitych podmiotów polskich i zagranicznych. Stawiają na sprawne zarządzanie, innowacyjność oraz nowoczesne technologie, widząc w nich szansę na stabilny, nieustanny rozwój oraz bezpieczną pozycję rynkową w nieodległej przyszłości.

 

Najważniejsze stocznie w Polsce – jak sobie radzą?

 

Spośród obiektów państwowych warto wspomnieć o Stoczni Remontowej Nauta, która działa w Gdyni i jest największą placówką kontrolowaną przez państwo. Zakład miał głównie zarabiać dzięki zleceniom od armii, których jak już wspomnieliśmy wcześniej, na razie nie dostaje. W ostatnich latach Nauta regularnie notuje straty. Na zakończenie 2018 roku była aż 58 milionów złotych na minusie.

Stocznia Gdańska wróciła ponownie w polskie ręce w 2018 roku. Po repolonizacji wymaga jednak wciąż szerokich działań, które pomogą postawić ją na nogi.

A jak na tym tle prezentują się podmioty niepaństwowe? Największym prywatnym przedsiębiorstwem stoczniowym jest Remonta Holding, w którego skład wchodzi wiele mocno wyspecjalizowanych jednostek, w tym Gdańska Stocznia Remontowa.

Ciekawym przykładem prężnie działającej stoczni jest Stocznia Crist, funkcjonująca w Gdańsku. Niedawno przejęła od gdyńskiej Nauty Zakład Nowych Budów, które powoli przywraca do życia i działania.

 

Nowoczesność i rozwój w stoczniach?

 

Prywatne zakłady wytwarzają wiele tysięcy statków każdego roku, są zarządzane przez wykwalifikowane kadry oraz stawiają na coraz nowsze rozwiązania technologiczne i optymalizację procesów logistycznych. Z kolei stocznie państwowe wymagają doinwestowania oraz zamówień, aby się rozwinąć i nabrać prawdziwego wiatru w żagle

Polski przemysł stoczniowy daje jednak nadzieję na rozwój i poprawę sytuacji. Może w niedługiej przyszłości znów wypłynie na bezpieczne wody.

Autor: Platforma Logistyczna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *